Przeniosłam swój blogasek na nowy portal i natychmiast spoczęłam na laurach. Stwierdziwszy, iż jest cały i zdrowy, doszłam do odkrywczego wniosku, że można sobie teraz w zachwycie pomilczeć. Milczę więc czynnie próbując go jeszcze trochę urozmaicić. Nie weszły albumy, szczególnie ten z Dzidzią Dużą był mi bliski, więc mój zachwyt nad nowym miejscem nie jest do końca pełny. A tak poza tym wszystko jest ok. Nawet pogoda pokazała nam dzisiaj swoją jaśniejszą, co nie jest jednoznaczne z cieplejszą, stronę. Wręcz odwrotnie. Poszczypał w policzki i paluszki mróz, posrebrzył trawy oraz liście, zmroził kałuże, lekką mgłą horyzont okrył, złotym blaskiem okolicę ozdobił.

A tymczasem tu Nowy Rok i nowy blog, że pozwolę sobie powtórzyć za p. Szczurkiem /oczywiście nie mam na myśli naszego jeszcze prezydenta Gdyni/ a uroczego, obdarzonego ogromną, ogólną wiedzą blogera, który gdzieś tu też rozłożył swoje manatki. I nie tylko on. Powoli się odnajdujemy gdzieś rozrzuceni po ‚świecie’. Nawoływania typu – Jestem tu, hop, hop, słyszycie mnie, widzicie – powoli milkną. Nadszedł obecnie czas na małą stabilizację i rozprostowanie kości w nowym miejscu, w tym ogromnym, wirtualnym świecie, bo w rzeczywistym nie mamy na ogół na to zbyt wiele czasu. I chyba dobrze.

Dzieje się jak zwykle u mnie wiele, z tym że o dziwo same dobre rzeczy mi się przytrafiają. – Tfuuu, tfuuu, tfuuu – trzy razy przez lewe ramie. Bo wiecie jak to jest z tym dniem i zachodem słońca ???

 

Reklamy

Nowy blog

Przy pomocy kuzyna udało się przenieść blog na nową platformę. Ufff… Tak więc żegnam się z onetem, co nie jest jednoznaczne z tym, iż żegnam się również z jego użytkownikami. Mam cichą nadzieję, że garść moich wiernych komentatorów i współuczestników w onetowskim świecie, jak i tych z innych platform, będzie ze mną nadal w tym nowym miejscu. Starych drzew podobno się nie przesadza, ale cóż, onet zmusił mnie do tego, że po 13 latach obecności w jednym miejscu musiałam tę ryzykującą decyzję, która narusza moją stabilność emocjonalność, podjąć. Wzięłam zatem swoje manatki, te stare i nowsze szmatki, spakowałam je i rozpakowałam w nowym miejscu. Jeszcze wiatr tu hula, jeszcze nieznane mi są tu wszystkie drogi, jeszcze horyzonty całkiem obce, ale są już stare fundamenty. Teraz nadszedł czas na zapełnienie nowego miejsca nowymi wspomnieniami.

Powoli, nieubłagalnie

Niestety wraz z Nowym Rokiem czas się powoli żegnać. Platforma onet.blog przestaje funkcjonować. Gdzie znajdę ciepły, przytulny dom ??? Jeszcze nie wiem. Ale na pewno go gdzieś odnajdę, gdyż tyle lat spisanych w jednym miejscu nie powinno ulecieć gdzieś w nicość. Tymczasem jeszcze tu, na Onecie, składam Wam życzenia noworoczne – Do Siego, lepszego.

Na ostatnie pożegnanie przyjdzie czas pod koniec stycznia. Wówczas to podam nowy adres. Może ktoś mnie tam też odwiedzi.

W zgodzie z klasykiem

A nich to, zacytuję dzisiaj klasyka –  oj, gdyby mi się tak bardzo chciało jak mi się nie chce. Ale spokojnie, bez obaw, tak jedynie bywa u mnie w listopadzie, kiedy dzień budzi się niemalże wraz ze zmrokiem. A pomiędzy mżawka. I wiatr. I mgła. I szarość. Natomiast grudzień nastraja mnie zawsze bardziej optymistycznie. Być może to przez te kolorowe światełka, świecidełka i czerwone Mikołaje, co to zbyt wcześnie znów szturmują ulice, poprawia się już teraz mój stan ??? A przecież jeszcze ostatni liść nie opadł był, jeszcze jesienne to tu, to tam, jeszcze słota, jeszcze błota. Bo przecież trwa wciąż jesień niezłota. I zapewne dlatego gdzieś z tyłu głowy przykucnął ten niepokój, taki idealnie wkomponowany w bez koloru dzień. Że mogłabym, ale zawładnął mną leń, że plany się wciąż jedynie planują, i ani rusz w przód, a chęci nic nie nęci, więc dlatego los nosem kręci na ten mój stan.

Św. Mikołaj ???

Dzwoni telefon jak zwykle w najmniej nieodpowiednim momencie. Numer dzwoniącego jest ukryty. – Słucham ??? – warczę, dając tym samym dzwoniącemu do zrozumienia, że nie mam ochoty na żadne rozmowy. A w szczególności nie mam nastroju ani czasu na wysłuchiwanie o wszelakiego rodzaju super okazjach, niebywałych promocjach, czy jakichkolwiek zaproszeniach na jakiekolwiek pokazy.

– To ja – ciche i niepewne …

– Kto ??? – już nie warczę, ale mój tembr głosu nie brzmi nadal przyjaźnie.

– Listonosz.

– Aaaa … to pan … słucham.

– Mam dla pani pieniądze.

Słuchawka na sekundę odskakuje od mojego ucha, oczy robią się okrągłe, oddech przyspiesza – Co ???

– PIENIĄDZE mam dla pani.

– Od kogo ???

– Nie wiem. Zostawić ???

– No pewnie !!! Niech dziewczyna za mnie podpisze, mam do niej zaufanie. Skoro ktoś je mi przesyła to na pewno na nie zasłużyłam !!! – upewniam się w owym  przekonaniu bardziej siebie samą niż jego.

– Oczywiście !!!

Odkładając telefon jestem nadal w lekkim szoku, no bo że chcą ode mnie pieniądze, że namawiają na ich wydanie, że przypominają o zapłacie, że wzywają do uregulowania rachunku, to do tego dawno już się przyzwyczaiłam, ale że dają i to anonimowo, nie, do tego jeszcze nie przywykłam. Wracam do domu pełna sprzecznych odczuć. Kto okaże się tym cudownym, tajemniczym darczyńcą ??? Podejrzane, tak incognito, bez żadnego interesu ??? Wietrzę podstęp. Albo pomyłką. Co byłoby z kolei przykre. Bo już poczułam na odległość szelest tych banknotów.

Tym wspaniałym, i jakże hojnym ofiarodawcą, okazał się ZUS. Dostałam pierwszą emeryturę. Jestem od dzisiaj pełnoprawną emerytką !!!