Niedokończona historia

Na coraz dłuższe wieczory, na ciepły koc i kawę, opiszę Wam dzisiaj pewną historię. Postaram się przedstawić ją w miarę krótko, by nie zanudzić ewentualnego czytelnika. Opowieść ta nie ma zakończenia, stawia jedynie znak zapytania.

Pewna dziewczynka, nazwijmy ją Asia, została porzucona przez rodzoną matkę zaraz po jej urodzeniu. Zanim trafiła do adopcji tuła się parę lat po sierocińcach i rodzinach zastępczych. Wreszcie los się do niej uśmiechnął. Została adoptowana przez dość zamożną rodzinę. Dziewczynka nie sprawiała większych problemów wychowawczych, była jedynie deczko zamknięta w sobie i nie nawiązywała żadnych przyjaźni z rówieśnikami. Jej ulubioną lekturą była Ania z Zielonego Wzgórza, co było w jej przypadku uzasadnione tak z racji wieku, jak i jej sytuacji rodzinnej. Podobnie jak bohaterka tej książki miała przyjaciółkę – w lustrze. Przybrani rodzice patrzyli na jej zachowanie z przymrużeniem oka. Ot, dziecinna wyobraźnia nie robiąca nikomu krzywdy, wyrośnie z tej niewinnej zabawy, pójdzie do szkoły i wówczas to zapragnie realnych przyjaciół, spacerów z nimi i zwierzeń. Jednak wraz z rozpoczęciem jej edukacji nic takiego nie nastąpiło, wręcz odwrotnie. Oprócz długich rozmów z własnym odbiciem, doszły też nowe, nazwijmy to upodobania, a mianowicie godzinne wyprawy w nieznane. Wracała z nich niezdrowo podekscytowana i nadal zamknięta w sobie. Rodzice próbowali do niej dotrzeć, porozmawiać, zdobyć jej zaufanie, ale ona pozostawała niedostępna. I to był jedyny problem, gdyż uczyła się dobrze, była uczynna, obowiązkowa, przywiązana do domu i rodziców. Opowiadała im o szkole i o nauczycielach, o swoich marzeniach, pragnieniach i planach na przyszłość. Czasami pytała jedynie czy nie chcieliby przysposobić drugiej dziewczynki, bo wtedy miałaby przyjaciółkę, która by zastąpiła jej tę z lustra. – Nie – mówili – ty nam w zupełności wystarczysz, jesteś dla nas wszystkim co pragnęliśmy i co mamy wreszcie. Powoli też przyzwyczaili się do tego, że czasem wałęsa się po szkole bez celu, tłumacząc to sobie tym, iż zapewne te wędrówki były odskocznią od monotonnej codzienności. Była ich wymarzonym dzieckiem, z trudem uzyskanym, dlatego nie chcieli jej do siebie zrazić ani swoją nadopiekuńczości, ani nadmierną kontrolą. Czas mijał. Wyrosła na młodą, uroczą dziewczynę, dbającą o siebie i o rodzinę. Pojawili się także, wraz z nową szkołą, pierwsze realne koleżanki i koledzy. Wszystko zmierzało ku dobremu. Czasami jedynie wymykała się nadal z domu na długie i samotne spacery, czasem wspominała, że szkoda, iż nie ma siostry, niekiedy pytała ich o swoją matkę, ale nie drążyła długo tego tematu, ponieważ odpowiedzi jakie udzielali jej przyrodni rodzice wyczerpywały dziewczyny ciekawość. Nie pragnęła poznać jej osobiście, mówiła to stanowczo, chciała jedynie zrozumieć jej decyzję.

Ten dzień zaczął się jak wszystkie inne do tej pory – wspólne śniadanie, potem szkoła a po niej wędrówka po mieście. Lecz tego dnia wróciła znacznie później niż miała to w zwyczaju, co wzbudziło zaniepokojenie jej rodziców. Brudna, ze związanymi w kucyk włosami, co nie było w jej zwyczaju, i co spotęgowało jeszcze ich niepokój. Zachowywała się dziwnie. Sprawiała wrażenie wystraszonej, zmęczonej, trochę nieobecnej i zdezorientowanej. Przeprosiła rodziców za swój stan i udała się do swojego pokoju. Rano sprawiała wrażenie rozgorączkowanej. Odpowiadała bardzo zdawkowo lub w ogóle. Na pytanie – Czemu przycięła włosy ??? Odpowiedziała – Musiałam. – Ktoś do tego cię zmusił. – Nikt, nikt – odburknęła. Głos jej był deczko zmieniony, bardziej ochrypły. W związku z zaistniałą sytuacją została w ten dzień w domu. Następnego dnia też nie poszła po szkoły, ani następnego. Niemalże z dnia na dzień, z grzecznej, wesołej dziewczyny, zmieniła się w burkliwą, wulgarną, arogancką dziewczynę. Rodzice zauważyli także, iż zmieniła nagle wiele nawyków, ba nawet sposób chodzenia. Aż wreszcie, po tygodniu od jej dziwnej metamorfozy, stało się najgorsze. Odnaleziono jej rodziców martwych, zostali brutalnie zamordowani. Wpierw roztrzaskano śpiącemu ojcu głowę, a potem zadźgano, próbującą uciec z sypialni, matkę. Natomiast nie odnaleziono dziewczyny, przepadła ona bez wieści, pozostawiając jedynie porzucone narzędzia zbrodni wraz z listem – ‚Za karę, że mnie nie chcieli, Asia’. Po kilku miesiącach odnaleziono ją też martwą, również brutalnie zasztyletowaną. Ciało dziewczyny znajdowało się w odległej części miasta. Autopsja wykazała, że prawdopodobnie została zamordowana w podobnym czasie co jej rodzice. Niestety nastąpił już znaczny rozkład ciała, więc była to jedynie przybliżona data jej śmierci. I to byłby już koniec tej okropnej historii, chyba że ktoś spróbowałby wytłumaczyć co tak naprawdę się zdarzyło i dlaczego.

Reklamy

Po spotkaniu

No i żem się rozpisała. Być może dlatego, że pogoda za oknem nie sprzyja jakiemukolwiek wyjściu, a może również dlatego, że nie pisząc tak długo zebrało się we mnie słów nienapisanych tak wiele, iż muszę je wyrzucić z siebie, bo kłębią się, duszą, a nawet ulatują bokiem.

Spotkania dawnych przyjaciół po dłuższym czasie powinny obfitować w okrzyki – och i ach, jak dobrze ciebie znów widzieć, a co tam u ciebie słychać, jak leci, jak dzieci. Tymczasem zamiast takowych potoczyła się, niczym lodowa kula po zaśnieżonym zboczu, pochwała własnych osiągnięć, ‚nieprawdopodobnych’ planów na jesień, intelektualnych kontaktów, a także pouczeń i słabych, ale jakże uroczych w swej niedoskonałości, złośliwości. Ba, gdyby to były rzeczywiście osiągnięcia, którymi się warto pochwalić, to cóż, każdy ma do tego prawo, ba, niekiedy nawet mu się to należy, bo czemuż by nie. Ale nieuzasadnione niczym innym oprócz własnych wyobrażeń o sobie, własnej nieomylności i doskonałości, a także uzurpowania sobie prawa do oceniania innych, pouczania ich, bez jakiegokolwiek prawa moralnego czy też wynikającego z wiedzy popartej wykształceniem, świadczy jedynie o głupocie, frustracji, kompleksach i nie wiem czym tam jeszcze. Więc uśmiecham się jedynie, kiwam głową i pytam – A czemu to miałaby ci ona zazdrościć męża ??? Nieprawdopodobne, nie skontaktował się tylko z tobą jedynie z tego powodu, iż czuł się głupszy od twojego męża ??? Myślisz, że znajomy z podstawówki, którego widujesz raz na 10 lat, o niczym innym nie marzył, by zobaczyć jakim autem jeździsz ???

No cóż, różne bywają nasze drogi; słuszne, mniej słuszne, upstrzone kłopotami, naznaczone tragediami, ale nasze, które zapewne kształtują w dużej mierze nasz charakter. Ale żadna z tych dróg nie poprowadzi nas ku pysze i samouwielbieniu oprócz własnego wyobrażenia o wielkości naszego ego, która to cecha jest cechą wrodzoną. Żadne też kontakty, żadne życiowe doświadczenia, nie zmienią tego, bo tego rodzaju przeświadczenie świadczy o braku samokrytycyzmu wynikającego w dużej mierze z głupoty, oraz braku wyczucia i braku subtelności, a także kultury osobistej, które to cechy są nie-do-nauczenia. Owszem, znam i takich, którym po części się to udało, ale czasami, gdzieś z tyłu, zza pleców, lub z boku, z góry czy też z dołu, wystawi swój nos prawdziwa twarz, której nie zasłoni wyuczona gęba.

Raptowne

Nadszedł czas by zamienić radosne, letnie spacerowanie, na uciążliwe, mniej przyjazne, bo dotyczące przede wszystkim sfery finansowej, wałęsanie się po galeriach, sklepach, butikach i oczywiście szmateksach. Gdyż jesień w dziesiątkę w tym roku trafiła, raptownie i w sam punkt. Już koniec ciepłego wiatru od morza czy tatr, słonej bryzy, skwaru miejskiego, upalnych zachodów i obiecujących poranków, zapachu rozgrzanego igliwia w lesie i komarów. Nie ma też motylków, ani innych skrzydlatych owadów. Nastąpił również ich koniec tak nagły jak i przykry. Wiec jak już wspomniałam na początku tej obiecującej notki, zamieniam piach pod nogami na zimnie kafle sklepów. Bo Córuś ślub bierze. Z pompą. A  miało być skromnie, ponieważ to jest już jej drugi. No, ale nie będzie, będzie wykwintnie i uroczyście, co wiąże się z poważnymi problemami dotyczącymi wyboru nie tylko mojej garderoby, butów, tudzież torebki i oczywiście prezentu, ale też fryzjera, kosmetyczki itd. Do tej pory moje rozważania dotyczyły jedynie tak istotnego dylematu – co ważniejsze – moja uroda, czy uroda samochodu. Obecnie uroda samochodu spadła na ostatnie miejsce. Raptownie, jak przywitała nas tegoroczna jesień.

Wiec wałęsam się, z wiatrem lub pod wiatr, przy akompaniamencie przelotnego deszczu a nawet gradu, przeskakując gdzie nie gdzie kałuże i rozdeptując mokre, smutne liście, od sklepu do sklepu. Bez rezultatu, jedynie z brzydkim słowem na ustach i pytaniem – dlaczego to co mi się podoba jest aż takie drogie !!!

Nowy rozdział

Przycupnęła zamglona niedziela na krawędzi dnia. Obok kot mruczy mi do lewego ucha swoją codzienną przebudzankę a ptak gdzieś w oddali wtóruje mu dźwięcznie, że poranne mgły już opadły, że ćwir, ćwir, że w wir niecodzienności czas ruszyć. Tylko na ścianie zegar stanął na godzinie – wstań. Żadnego tik, tylko tak, tak rób jak mówi ptak. Podnoszę więc głowę by upewnić się, że jest. Widzę tylko kawałek kołdry i wystającą spod niej stopę. Więc jest. To nie sen, ani nie marzenie. I tak już będzie w każdą niemalże niedzielę i sobotę też. Stopa poruszyła dużym palcem na znak, że dzień można zacząć. Od śniadania we dwoje i snucia planów – co na obiad i kiedy zrobisz lekcje.

Wciąż, niezmiennie od paru lat, zadziwia mnie tak szybko uciekający czas. Już nie dziecko siedzi przede mną, ani jeszcze mężczyzna, lecz młody człowiek mający swe plany i nadzieje. Czasem tylko żal, że na kolana wziąć już nie wypada, ani za rękę gdy przed siebie snujemy się w dal. Czasem tylko skradziony całus a za chwilę to spojrzenie – ech, babciu !!!

Nowy rozdział się zaczął – w rolach głównych ‚Dzidzia DUŻA’ i ja.

Zaczynam

No więc zaczynam … notką informacyjno – proszącą.

Jestem niezmiernie szczęśliwa, że wielu z was ‚żyje’ nadal nie tylko w realu, ale też tu, w świecie słowa pisanego. W związku z tym mam ogromną prośbę do Was. Pomóżcie mi się odnaleźć, bo wiecie jak to jest z tą pamięcią – z wiekiem się kurczy. I nie tylko, staje się coraz bardziej wywiórcza, myli daty – odejmując wiek, miesza zdarzenia, gubi słowa, lub zastępuje je nie tymi co trzeba. Przykład ??? Myślę koń, mówię słoń. Brat stwierdza, że to normalne.

– Jak to normalne ???- oburzam się

– Powiązania nerwowe w mózgu już tak dobrze nie pracują, mylą drogę i odnajduje ten tuż obok.

– Też tak masz ???

– Tak.

Ufff.  Jestem odrobinę pocieszona, gdyż nieszczęścia lub jakiekolwiek ułomności znosi się lepiej w grupie. Nie tylko ja – on też, czyż nie jest to takie nasze, ludzkie ??? No i jeszcze jedna korzyść z tego faktu wynika – zawsze można zwalić nieodpowiednią wypowiedz, bądź źle użyte słowo, na te szwankujące powiązania.

 

Powinnam

Powinnam, powinnam, dwa słowa chociażby powinnam, że jestem, że jesień za rogiem, że dobre dni przeplatają się z tymi gorszymi, że humor, a czasem go brak, że wciąż starsza i coraz mniej chęci, że …

żal mi lata, co zapewne jest oczywiste.

Więc słowa zbieram i odkładam na jesień, na szare świtanie i dżdżyste niedziele, na chandrę i smutny szelest liści.

 

Przeniosłam swój blogasek na nowy portal i natychmiast spoczęłam na laurach. Stwierdziwszy, iż jest cały i zdrowy, doszłam do odkrywczego wniosku, że można sobie teraz w zachwycie pomilczeć. Milczę więc czynnie próbując go jeszcze trochę urozmaicić. Nie weszły albumy, szczególnie ten z Dzidzią Dużą był mi bliski, więc mój zachwyt nad nowym miejscem nie jest do końca pełny. A tak poza tym wszystko jest ok. Nawet pogoda pokazała nam dzisiaj swoją jaśniejszą, co nie jest jednoznaczne z cieplejszą, stronę. Wręcz odwrotnie. Poszczypał w policzki i paluszki mróz, posrebrzył trawy oraz liście, zmroził kałuże, lekką mgłą horyzont okrył, złotym blaskiem okolicę ozdobił.

A tymczasem tu Nowy Rok i nowy blog, że pozwolę sobie powtórzyć za p. Szczurkiem /oczywiście nie mam na myśli naszego jeszcze prezydenta Gdyni/ a uroczego, obdarzonego ogromną, ogólną wiedzą blogera, który gdzieś tu też rozłożył swoje manatki. I nie tylko on. Powoli się odnajdujemy gdzieś rozrzuceni po ‚świecie’. Nawoływania typu – Jestem tu, hop, hop, słyszycie mnie, widzicie – powoli milkną. Nadszedł obecnie czas na małą stabilizację i rozprostowanie kości w nowym miejscu, w tym ogromnym, wirtualnym świecie, bo w rzeczywistym nie mamy na ogół na to zbyt wiele czasu. I chyba dobrze.

Dzieje się jak zwykle u mnie wiele, z tym że o dziwo same dobre rzeczy mi się przytrafiają. – Tfuuu, tfuuu, tfuuu – trzy razy przez lewe ramie. Bo wiecie jak to jest z tym dniem i zachodem słońca ???