Pamiętne lato

Każdy z nas zapewne pamięta swoją pierwszą miłość. Moja zrodziła się nagle i nieoczekiwanie pośród jezior w środku Borów Tucholskich. Na wsi, w wiejskiej chałupie, gdzie na strych pełen siana prowadziła drewniana drabina, a naprzeciw okna mojej sypialni chyliła się na bok stara obora, która zasłaniała rozciągające się dalej kwieciem usłane łąki i igliwiem pachnący las, zaś na środku owego podwórka, przywiązany do drewnianego palika, pasł się baran. Miałam zaledwie dziewięć wiosen na karku, kilka piegów na nosie, niesforne loczki i nic a nic nie wskazywało na to, iż z tego chudego dziewczęcia wyrośnie kiedykolwiek kobieta. Serce jednakże uważało inaczej, albowiem zabiło mocniej na JEGO widok. Gdyż ON był najpiękniejszy we wsi: na głowie czarny włos rozwichrzony w nieładzie, cera śniada, twarz pociagła, orli nos i TAKA męskość biła z niego, że ach i och. No i jeszcze umiał ujeżdżać tego barana, i kosić trawę kosą, i kurę złapać, i krowę wydoić, i w ogóle był niczym ów rycerz na białym koniu. Nic to, że konia zastąpił mu baran, zaś zbroję zamienił na starą, szarą kufajkę, a zamiast ostróg świeciły z daleka jego czarne kalosze. Nic to. Był rycerzem na miarę moich ówczesnych potrzeb. W te gorące, lipcowe lato, w ten klimat wiejsko-anielski, gdzie za drogą jezioro, a wzdłuż szosy przestrzeń po horyzont. Bo z boku on, lub w pobliżu, pachnący wiatrem oraz sianem.

Spałam w starej, pobielałej wapnem izbie pod puchowa pierzyną. W nocy czerń wypełniała szczelnie całe pomieszczenie. Wręcz absolutna cisza. Tylko za oknem, gdzieś w oddali, kumkały niekiedy żaby lub grały cichutko świerszcze. Leżałam pod tą kołdrą wsłuchując się w te ledwo słyszalne głosy, aby upewnić się, że nie jestem tu sama zawieszona gdzieś wysoko w kosmosie a poza mną niczego wokół nie ma. Również ciężar pierzyny uzmysławiał mi, iż nie znajduję się w próżni. Z czasem począł tlić się we mnie jeszcze jeden niepokój, wpierw ledwo odczuwalny, irracjonalny, by każdej nocy ciążyć coraz mocnej i mocniej, aż nabrał realnych kształtów w chwili, gdy uświadomiłam sobie, że wszystko i wszyscy mają swój kres. Że przyjdzie czas na barana w przeddzień przyjazdu do gospodarzy gości, na kurę w niedzielę, że zwiędnie, tak wielobarwna dzisiaj łąka, jesienią, odejdzie kiedyś też mama i tata. I oczywiście odejdę również i ja. Spadło to na mnie, tego pamiętnego lata, jak piorun, olśniło raptownie, wdarło we wnętrze, zraniło serce, urwało rąbek dzieciństwa.

6 komentarzy do “Pamiętne lato

  1. Ultra

    Tak to nostalgicznie zabrzmiało… Powrót do obrazków dzieciństw jest niezwykły, ponieważ trochę wyidealizowany. Te puchowe pierzyny chroniły przed zimnem w domu.
    Czas płynie, świat się zmienia… Patrzenie na podwórko ma swoje dobre strony. Barana nie jadłam od kilkudziesięciu lat, a kurę biegającą po podwórku ostatni raz trzy lata temu…
    Serdeczności zasyłam

    Polubienie

    Odpowiedz
  2. Stokrotka

    Pięknie napisane Paczuszko.
    I ja mam takie wspomnienie z dzieciństwa i taką budzącą się świadomość, że wszystko przeminie…
    Serdeczności.
    P.S. W swojej czwartej książce wspominam o naszym spotkaniu nad morzem…

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s